wiosna, wiosna, wiosna ach to ty?

Cieszę się, że dziś pierwszy dzień marca. Luty nie był dla mnie najszczęśliwszy (kilka wydarzeń plus między innymi dwumecz z Ajaxem). Także liczę, że marzec przyniesie mi same pozytywne niespodzianki. Czekam już na swoje urodziny, LEGIA-Wisła i wiosnę. W sumie chyba nawet w takiej kolejności ;)

Ag.

lato przybywaj

Oglądam właśnie finał Australian Open. Djoko mierzy się z Murrayem. Nole, do boju!!! Na razie emocje sięgają zenitu, kto wie, co będzie dalej.

Choć na zimę póki co nie można narzekać, tęskni mi się już za latem.

Ag.

Pomyś(L)ności w nowym roku

Dziś pierwszy dzień nowego roku. Życzę wszystkim i sobie, aby był lepszy od poprzedniego, żeby nie zabrakło wam klasy, kasy, uśmiechu i zdrowia :)

To też czas postanowień (dla niektórych) i podsumować starego roku, który dla mnie był bardzo dobry ( na pewno muzycznie i podróżniczo). Byłam we Włoszech, wspaniała podróż i w Hiszpanii – również. Miałam okazję bawić się na żywo na Backstreet Boys, Shakinie Stevensie, Lisie Stansfield, Piasku, gali MTV i innych. Kulturalnie również dobry rok – choć kinowe premiery  mnie jakoś szczególnie nie zachwyciły. Książkowo – rewelacyjnie. Poznałam kilku nowych autorów i przeczytałam mnóstwo książek. Sportowo – mamy MISTRZA i dobrą drużynę. W tym miejscu można tylko życzyć kolejnego mistrza, awansu do LM i sukcesów dla polskich sportowców.

W tym miejscu dziękuję wczorajszej ekipie za cudowną zabawę.

Ag.

Pogodnych Świąt

Życzę Wszystkim pogodnych, radosnych i miłych Świąt Bożego Narodzenia. U mnie bez przerwy od kilku dni leje…

Ag.

znów koncertowo

Wczoraj byłam na kolejnym magicznym koncercie. Tym razem na akustycznym Andrzeja Piasecznego. Sam koncert rewelacyjny, choć miejsce nie przypadło mi do gustu.

Kilka dni temu miałam usuwaną kolejną ósemkę, więc jestem lżejsza o zęba, kilka stów i 2 kg ze strachu ;)

 

Powoli szykuję się do Świąt, w tym roku niestety tu. Najważniejsze (dla mnie), że nie ma śniegu, którego nie cierpię, zdecydowanie wolę cieplejsze klimaty.

Ag.

 

grudniowo

Dziś pierwszy dzień grudnia. Miesiąca w którym czas płynie szybko, zaraz święta, już w radio można usłyszeć świąteczne klimaty.to też czas podsumowań i przygotowań postanowień na kolejny rok. Ja szykuję się na usunięcie kolejnej ósemki, oczywiście w wielkim stresie.

Dziś też mecz Legia-Cracovia, w klimacie kolejnego skandalu wokół Legii.

W weekend byłam na genialnym spektaklu w Teatrze Dramatycznym, Exterminator. Komedia muzyczna. Polecam, koniecznie trzeba zobaczyć. Brzuch bolał mnie ze śmiechu.

Ag.

Magia trwa

Taki tytuł miał wczorajszy koncert z okazji 20 lat przygody ze sceną Justyny Steczkowskiej. Koncert był magiczny, doskonały głos, aranżacje, kreacje, no i Justyna jest profesjonalistką. Nie było chyba osoby w Teatrze Dramatycznym, która nie wyszła oczarowana.

Ag.

 

 

muzycznie i pozytywnie

Życzenie z poprzedniej notki się spełniło i listopad zaczął się miło. W poniedziałek wygrałam bilety na koncert Lisy Stansfield na warszawskim Torwarze i bawiłam się doskonale. Lisa, choć nie zapełniła hali, dalej ma głos jak dzwon, tylko nie wiem, czy nowym repertuarem po tylu latach przerwy przyciągnie nowych słuchaczy i czy ściągnie starych…

We wtorek zaś byłam na gali MTV. I tu bawiłam się średnio, trzynastolatki, piętnastolatki przebrane i wymalowane jakby miały co najmniej 2 razy więcej lat, nie przemawiało to do mnie. Muzycznie na plus ocenia  występ Mrozu. Dobrze przygotowany i fajny chórek.

Nie muszę chyba wspominać, że Legia wygrała wczoraj 2-1 z Metalistem i zapewniła sobie awans do 1/16 finału!!!

Czekam na więcej pozytywnych wydarzeń :)

Ag.

 

koncertowo

Październik zakończył się wyjątkowo dobrze. Wczoraj wygrałam 3 konkursu, których nagroda były koncerty, w tym akustyczny. Nie mogę się już doczekać. Mam nadzieję, że listopad przyniesie mi równie dużo pozytywnych wydarzeń.

Ag.

 

z tarczą

To, co się dzisiaj działo w Lidlu mnie przeraziło. Pojechałam kupić torebkę Wittchen, która dziś była tam w cenie 249 zł. Ci, którzy się znają nieco na modzie wiedzą, że cena była dość atrakcyjna. Miałam upatrzony jeden model, mąż zaoferował pomoc, pojechał do jednego Lidla, a ja do drugiego. W obu przed sklepem stał dziki tłum, który po otwarciu drzwi o mało nas nie stratował. Zanim doszłam do kosza, już żadnej torebki nie było, a panie, które miały to szczęście je złapać, wyrywały sobie z rąk. Potem były kolejne „dorzuty”, kopanie, popychanie, wyrywanie, wyzywanie, wymienianie. W pewnej chwili udało mi się jakąś wziąć i próbowałam się wymienić. Niestety, nikt z tych, którzy się wymieniali nie miał mojego modelu. W końcu udało mi się w ostatnim „dorzucie” złapać 4 i jedną wzięłam sobie, dwie oddałam paniom, które stały ze mną w kolejce przed sklepem i jedną starszemu panu, który nie miał szans nawet się dopchać w rejon kosza. W tym czasie zadzwonił mąż, że kobiety to jednak silne są, bo mało go nie wywaliły i jakąś ma, ale nie wie, czy to ta. Potem okazało się, że jednak nie ta i wymienił się z kimś na właściwą, no ale ja już miałam. Smutne to wszystko było, żal patrzeć, ludzie walczący ze sobą, głównie tacy, którzy torby brali na handel – po kilkanaście sztuk. Wywalili ochroniarza, siebie, ja po wyjściu ze sklepu zobaczyłam, że na spodniach z tyłu mam ślady butów (!!!). Ogólnie torebek było mało, chętnych kilka razy więcej. Ja na szczęście wróciłam z tarczą (z torebką) ;) I bardzo z tego zakupu jestem zadowolona.

 

Ag.