Archiwum dla Październik, 2014

z tarczą

To, co się dzisiaj działo w Lidlu mnie przeraziło. Pojechałam kupić torebkę Wittchen, która dziś była tam w cenie 249 zł. Ci, którzy się znają nieco na modzie wiedzą, że cena była dość atrakcyjna. Miałam upatrzony jeden model, mąż zaoferował pomoc, pojechał do jednego Lidla, a ja do drugiego. W obu przed sklepem stał dziki tłum, który po otwarciu drzwi o mało nas nie stratował. Zanim doszłam do kosza, już żadnej torebki nie było, a panie, które miały to szczęście je złapać, wyrywały sobie z rąk. Potem były kolejne „dorzuty”, kopanie, popychanie, wyrywanie, wyzywanie, wymienianie. W pewnej chwili udało mi się jakąś wziąć i próbowałam się wymienić. Niestety, nikt z tych, którzy się wymieniali nie miał mojego modelu. W końcu udało mi się w ostatnim „dorzucie” złapać 4 i jedną wzięłam sobie, dwie oddałam paniom, które stały ze mną w kolejce przed sklepem i jedną starszemu panu, który nie miał szans nawet się dopchać w rejon kosza. W tym czasie zadzwonił mąż, że kobiety to jednak silne są, bo mało go nie wywaliły i jakąś ma, ale nie wie, czy to ta. Potem okazało się, że jednak nie ta i wymienił się z kimś na właściwą, no ale ja już miałam. Smutne to wszystko było, żal patrzeć, ludzie walczący ze sobą, głównie tacy, którzy torby brali na handel – po kilkanaście sztuk. Wywalili ochroniarza, siebie, ja po wyjściu ze sklepu zobaczyłam, że na spodniach z tyłu mam ślady butów (!!!). Ogólnie torebek było mało, chętnych kilka razy więcej. Ja na szczęście wróciłam z tarczą (z torebką) ;) I bardzo z tego zakupu jestem zadowolona.

 

Ag.

wa(L)ka

Wczoraj Legia wygrała 1-0 z tureckim Trabzonsporem. Mecz był ciężki, generalnie dla oka też.

Jutro ja wybieram się „walczyć” o torebkę Wittchen w Lidlu. Już kiedyś sobie tak wymyśliłam, ale szpital i te klimaty, więc nie w głowie była mi torebka. Mam nadzieję, że nie wrócę bez zębów, włosów i…torebki ;) Co za czasy, żeby zwierać szyki na zakupy do Lidla. Masakra.

 

Ag.